To, co dzieje się w 3mk Arenie, coraz mniej przypomina sportową niespodziankę, a coraz bardziej… piękną regułę. Koszykarze Tasomix Rosiek Stali Ostrów Wielkopolski po raz kolejny pokazali, że z ligowymi potęgami nie tylko potrafią rywalizować, ale przede wszystkim – potrafią je ogrywać. Po rozbiciu Anwilu Włocławek i wysokiej wygranej ze Śląskiem Wrocław przyszedł czas na kolejnego faworyta. Energa Trefl Sopot poległa w Ostrowie 80:89, a kibice dostali prezent idealny na początek Nowego Roku.
I to wszystko w momencie, gdy los znów nie oszczędzał zespołu Andrzeja Urbana. Bez chorego Daniela Gołębiowskiego i kontuzjowanego Luki Sakoty, w wąskiej rotacji, z ogromną odpowiedzialnością spoczywającą na barkach liderów – Stal wyszła na parkiet bez kompleksów. Od pierwszych minut było widać, że gospodarze nie zamierzają tylko „dobrze się zaprezentować”. Oni chcieli wygrać.
Choć Trefl trafił w pierwszej kwarcie aż pięć rzutów za trzy i dominował na tablicach, to właśnie Stal rozpoczęła mecz od prowadzenia 28:23. A mogło być jeszcze lepiej, gdyby nie kilka niewykorzystanych rzutów wolnych i pudeł spod kosza. W 12. minucie po efektownej kontrze Trentona Gibsona z faulem było już 36:28, a trzy minuty później – po jego kolejnej trójce – 41:32. Gospodarze grali odważnie, agresywnie w obronie (pięć przechwytów w pierwszych minutach!) i z ogromną energią, która udzielała się trybunom.
Trefl próbował wracać do gry, ale Stal za każdym razem odpowiadała. Do przerwy prowadzenie 56:47 ustalił rzutem za trzy Daniel Laster, a 3mk Arena znów żyła koszykówką na najwyższym poziomie. Trzecia kwarta przyniosła jednak więcej nerwów. Lepsza defensywa gości, presja na Plutę i Gibsona, problemy ze skutecznością oraz kłopoty faulowe Quana Jacksona sprawiły, że przewaga topniała. Do tego doszły kontrowersyjne decyzje sędziów, które tylko dolały oliwy do ognia.
Po trzech kwartach było już tylko 66:65 dla Stali, a gdy w 35. minucie Jakub Schenk trafił za trzy, Trefl po raz pierwszy wyszedł na prowadzenie. I wtedy… Stal znów pokazała charakter. Trójki Pluty i Gibsona, dynamiczna akcja Jacksona i na 96 sekund przed końcem było 82:75. Tego prowadzenia gospodarze już nie oddali. Spokojna końcówka, zimna krew i ogromne serce do gry dały zwycięstwo 89:80.
To był mecz wielkich indywidualnych występów. Trenton Gibson zdobył 24 punkty, dołożył 7 asyst i pewnie egzekwował rzuty wolne. Michał Pluta potwierdził rosnącą formę – 18 punktów, 6 asyst i aż 5 przechwytów. Profesor parkietu, Mareks Mejeris, zanotował imponujące 21 punktów, 7 zbiórek, 3 asysty, przechwyt i blok, pokazując klasę reprezentanta Łotwy.
Siódme zwycięstwo w sezonie, bilans 7–7 i kolejna obroniona twierdza. W 3mk Arenie poległy już Anwil, Śląsk, a teraz także Trefl. Nawet słowa Mikołaja Witlińskiego, który po meczu stwierdził, że „nie nazwałby tego sensacją”, tylko potwierdzają jedno – Stal Ostrów Wielkopolski przestała być zaskoczeniem. Stała się marką.
Najbardziej zadowolony był trener Andrzej Urban, który po intensywnym świąteczno-noworocznym maratonie wreszcie złapie z zespołem oddech przed kolejnym spotkaniem 11 stycznia w Wałbrzychu. – Wiedzieliśmy, że nie mamy świąt i Sylwestra, ale teraz kilka dni wolnego będzie – powiedział szkoleniowiec.
Jedno jest pewne: jeśli ktoś jeszcze nie wierzył w tę drużynę, to Nowy Rok w Ostrowie rozwiał wszelkie wątpliwości. Stal gra jak z nut, walczy ponad swoje możliwości i sprawia, że koszykówka w Ostrowie znów jest powodem do dumy.
Śledź nas w Google News!
Zawsze na bieżąco z najnowszymi artykułami i informacjami.
Obserwuj nas w Google News



