Dożynki we Wtórku to impreza, na której człowiek przychodzi po prostu dobrze się bawić, a wychodzi z przekonaniem, że właśnie zobaczył coś, czego nie da się wymyślić. I trudno się dziwić. Za swojski klimat od lat odpowiada sołtys Ryszard Ryfa, który wspólnie z Radą Sołecką i sponsorami potrafi przygotować imprezę z rozmachem.
Tegoroczne, dwudniowe dożynki przyciągnęły tłumy. Jedną z największych atrakcji okazała się loteria. Przygotowano aż 10 tysięcy losów, a każdy kosztował 10 złotych. Jak łatwo policzyć, pula losów robiła wrażenie, a emocje podczas losowania były jeszcze większe.
„Wolczer”, „prisoners szoł” i inne cuda językowe
Numery zwycięskich losów wyczytywał osobiście sołtys Ryszard Ryfa. I właśnie wtedy publiczność dostawała dodatkowy bonus – językowy.
Wśród zgromadzonych wybuchały salwy śmiechu, gdy padały swojsko spolszczone nazwy nagród, takie jak „wolczer” czy nazwę gwiazdu wieczoru „prisoners szoł”. Wtórek po raz kolejny udowodnił, że nawet zwykłe losowanie może być pełnoprawnym widowiskiem.
A nagród było naprawdę sporo. Do wygrania były między innymi parasole, pieluszki, karma dla zwierząt, rowery, a nawet… taczka. Ta ostatnia trafiła do młodej kobiety. Można powiedzieć, że przynajmniej nie będzie musiała wracać z dożynek z pustymi rękami. Albo taczką – zależy, jak spojrzeć.
Samochód trafił do kobiety bez prawa jazdy
Największe emocje wzbudziło jednak losowanie jednej z głównych nagród – samochodu o wartości 8 tysięcy złotych.
Szczęśliwy los wyciągnięto dla kobiety mieszkającej w Żdżarach koło Wieruszowa. Jest tylko jeden drobny szczegół: zwyciężczyni nie ma prawa jazdy.
Na szczęście na miejscu był jej zięć, który uprawnienia posiada. Czyli problem rozwiązany – samochód znalazł właścicielkę, a kierowca również się znalazł.
Na odbiór auta trzeba jednak jeszcze chwilę poczekać. Formalności i umowy mają zostać sfinalizowane po weekendzie.
Jak widać, czasem wystarczy mieć szczęście. Prawo jazdy można już zostawić komuś z rodziny.
5 tysięcy złotych na „wolczera”, czyli wczasy, których jeszcze nie było
Dużą radość wywołało również losowanie vouchera o wartości 5 tysięcy złotych na wczasy. Zwyciężczyni przyznała, że… nigdy wcześniej nie była na tego typu wycieczce.
I tutaj publiczność oczywiście nie mogła pozostać obojętna.
Z tłumu zaczęły padać sugestie, że może powinna pojechać z sołtysem. Ryszard Ryfa szybko podchwycił temat i żartobliwie dopytywał, czy zwyciężczyni ma męża, najwyraźniej licząc się z każdą możliwością.
Okazało się jednak, że mąż jest.
A więc wyjazd zapowiada się rodzinnie. Chyba że… sołtys znajdzie jeszcze jakiś sposób na wykorzystanie swojego talentu organizacyjnego.
Rowery, taczka i cała reszta
Emocje rosły także przy losowaniu rowerów. Każdy kolejny numer wyczytywany przez sołtysa powodował poruszenie w tłumie, bo przecież przy takiej loterii każdy może przez chwilę poczuć się jak zwycięzca.
No, prawie każdy. Czasem los daje rower, czasem taczkę, czasem karmę dla zwierząt, a czasem pieluszki. Właśnie dlatego loteria we Wtórku ma swój niepowtarzalny urok – człowiek nigdy nie wie, z czym wróci do domu.
Jedno jest pewne: trudno narzekać, kiedy za 10 zł można wygrać coś, co rzeczywiście się przyda.
A w niedzielę… różowy Zetor!
Jeśli ktoś myślał, że na tym koniec, to nic bardziej mylnego.
W niedzielę odbędzie się kolejne losowanie, a wśród nagród znalazł się między innymi prawdziwy hit – różowy ciągnik rolniczy Zetor.
Tak więc jeśli ktoś ma w planach zakup traktora, ale zawsze marzył o tym, żeby jego maszyna rolnicza wyróżniała się bardziej niż choinka w grudniu, Wtórek może być właściwym adresem.
Dożynki we Wtórku po raz kolejny pokazują, że tradycja, dobra zabawa i odrobina zdrowego humoru potrafią przyciągnąć tłumy. A kiedy do tego dołożymy 10 tysięcy losów, samochód dla osoby bez prawa jazdy, „wolczera” na wczasy, taczkę i różowego Zetora, wychodzi impreza, o której jeszcze długo będzie się mówiło.
I chyba właśnie o to w swojskich dożynkach chodzi.


























