Miała być rodzinna wycieczka, wspólny weekend i chwile odpoczynku. Zamiast tego przyszły strach, dramatyczne informacje i strzelanina w centrum Krakowa. Kiedy inni uciekali w poszukiwaniu schronienia, pani Iwona, pielęgniarka na co dzień pracująca w Szpitalu Powiatowym w Jarocinie, ruszyła ratować rannych. Jej postawa poruszyła córkę, która opisała wszystko w mediach społecznościowych.
Tragiczne wydarzenia rozegrały się w sobotę, 7 listopada, po godzinie 15:00 na Rynku Głównym w Krakowie. 24-letni napastnik z Ostrowca Świętokrzyskiego otworzył ogień do przypadkowych przechodniów. Według najnowszych informacji w wyniku strzelaniny zginęło sześć osób, a 15 zostało rannych. Sprawca został zatrzymany przez policjantów.
Wśród osób, które znalazły się w pobliżu miejsca tragedii, były również dwie kobiety z rodziny pani Mileny, pochodzącej z okolic Jarocina. Kobiety wybrały się do Krakowa na wspólny rodzinny weekend.
Miały iść na zakupy. Chwilę później rozegrał się dramat
Pani Milena opisała w mediach społecznościowych, jak wyglądały tamte chwile z perspektywy jej rodziny. Wraz z mężem, córką oraz mamami przyjechała do Krakowa, by odpocząć i spędzić razem czas.
W pewnym momencie rodzina się rozdzieliła. Pani Milena z bliskimi wróciła do apartamentu, natomiast jej mama i teściowa poszły na zakupy.
Obie kobiety weszły do sklepu Zara przy krakowskim Rynku Głównym i udały się na drugie piętro. Zaledwie 3-4 minuty później parter sklepu został ostrzelany.
I nagle budzisz się z szybkiej drzemki poobiedniej i dowiadujesz się, że w Krakowie jest strzelanina. A Twojej mamy i teściowej nie ma z wami w apartamencie, bo się rozdzieliliście – napisała pani Milena.
Najgorsze były chwile, kiedy próbowała skontaktować się z mamą. Telefon pozostawał bez odpowiedzi. Kolejne próby nie przynosiły rezultatu.
Zamiast uciekać, ruszyła ratować rannych
Wkrótce okazało się, dlaczego pani Iwona nie odbierała telefonu.
Kobieta, która na co dzień pracuje jako pielęgniarka w Szpitalu Powiatowym w Jarocinie, nie zastanawiała się ani chwili. Gdy tylko zorientowała się, że doszło do dramatycznego zdarzenia, zbiegła na dół, by pomagać rannym i postrzelonym osobom.
Jak relacjonuje jej córka, pani Iwona prowadziła czynności ratunkowe, reanimowała poszkodowanych i udzielała pomocy osobom z ranami postrzałowymi.
Wtedy kiedy ja do niej dzwoniłam, ona reanimowała ludzi, wtedy kiedy nie odbierała telefonu, wkłuwała się w żyłę postrzelonej w brzuch dziewczynie – opisała pani Milena.
Dla jej córki postawa mamy nie była zaskoczeniem. Jak podkreśla, od zawsze była ona osobą pełną dobroci, a wykonywany zawód pielęgniarki to nie tylko praca, ale przede wszystkim powołanie.
„Nie każdy bohater musi nosić pelerynę”
Wpis pani Mileny to nie tylko relacja z dramatycznych chwil w Krakowie, ale przede wszystkim piękne podziękowanie dla mamy.
Kobieta nie kryje dumy z jej postawy i przyznaje, że to właśnie mama zaszczepiła w niej miłość do pomagania innym.
Wychował mnie najlepszy człowiek na świecie, pielęgniarka, która jest dla mnie wzorem do naśladowania. Ona zaszczepiła we mnie miłość do pomocy innym – napisała.
W dalszej części wpisu zwróciła się bezpośrednio do mamy:
Nie każdy bohater musi nosić pelerynę. Mamo, jestem z Ciebie dumna, dziękuję Ci za to, że każdego dnia pokazujesz mi, jakim być człowiekiem.
Na koniec podziękowała również za to, że jej rodzinie i bliskim nic się nie stało.
Historia pani Iwony pokazuje, że powołanie do pomagania innym nie kończy się wraz z wyjściem ze szpitala. W obliczu zagrożenia, w chwili strachu i niepewności, jarocińska pielęgniarka zrobiła to, co potrafi najlepiej – ruszyła ratować ludzkie życie.






