W sobotnie popołudnie ulica Mickiewicza w Ostrowie Wielkopolskim stała się areną dramatycznego starcia nowoczesnej motoryzacji z jedną z najbardziej tradycyjnych polskich zakąsek – ogórkami.
Jak ustaliliśmy, kobieta kierująca nowiutkim elektrycznym Citroenem C2 spokojnie przemieszczała się ulicą, ciesząc się ciszą pracy silnika i zapewne satysfakcją z ekologicznego wyboru. Niestety, w pewnym momencie zauważyła, że przewożone ogórki wraz z wodą, w której były zanurzone, postanowiły opuścić swoje wyznaczone miejsce i rozpoczęły niekontrolowaną ewakuację.
Widok „uciekających” ogórków i wody okazał się silniejszy niż instynkt samozachowawczy.
Kierująca, nie chcąc dopuścić do dalszych strat w zakąskowym dobytku, postanowiła schylić się podczas jazdy, by ratować sytuację. Samochód, pozbawiony nadzoru człowieka, nie podzielił jej troski o zawartość bagażu i obrał kurs na zaparkowanego busa marki Mercedes.
Efekt? Citroen przeszedł błyskawiczny test zderzeniowy, Mercedes otrzymał nieplanowany przegląd blacharski, a ogórki – jak można się domyślić – wylały się jeszcze bardziej.
Na miejsce przyjechali policjanci, którzy najwyraźniej uznali, że największym problemem nie były straty w warzywach, lecz chwilowy brak koncentracji. Kobieta została ukarana symbolicznym mandatem w wysokości 50 zł.
To oznacza, że:
- mandat kosztował mniej niż porządny obiad w restauracji,
- uszkodzenia auta więcej niż roczny zapas ogórków,
- a Mercedes został wciągnięty do tej historii całkowicie bez swojej zgody.
Morał? Kiedy podczas jazdy coś się wylewa, najpierw zatrzymaj samochód. Nawet jeśli chodzi o ogórki, bo z pozornie błahej sytuacji może zrobić się naprawdę kiszona sprawa.









