Do nietypowego i jednocześnie bardzo pouczającego zdarzenia doszło 13 lutego 2026 roku o godz. 19:10 w Ostrzeszowie na ul. Alei Wojska Polskiego. Funkcjonariusze Wydziału Ruchu Drogowego zatrzymali do kontroli technicznie niesprawnego Fiata Ducato, którym kierował 43-letni mieszkaniec Radomia.
Powód kontroli był prozaiczny – niesprawne oświetlenie pojazdu. Jednak to, co wydarzyło się później, już zdecydowanie wykraczało poza rutynową drogową interwencję.
„Propozycja”, która skończyła się zatrzymaniem
Podczas kontroli kierowca postanowił „załatwić sprawę po swojemu”. Aby policjanci odstąpili od czynności służbowych, wręczył im korzyść majątkową w postaci banknotu 100 zł, wkładając go… do kieszeni kurtki służbowej funkcjonariusza.
Trzeba przyznać – odważna, choć raczej mało przemyślana strategia. Efekt? Zamiast mandatu i pouczenia – zatrzymanie i postępowanie karne.
Zarzut i szybki finał sprawy
Mężczyzna został zatrzymany i doprowadzony do Komendy Powiatowej Policji w Ostrzeszowie. Usłyszał zarzut udzielenia korzyści majątkowej funkcjonariuszowi publicznemu (art. 229 Kodeksu karnego).
14 lutego podejrzany poddał się karze zaproponowanej przez prokuratora:
1 rok pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na 1 rok próby,
przepadek dowodu rzeczowego – czyli zabezpieczonego banknotu.
Czy większa kwota mogłaby „skusić”?
W tym miejscu pojawia się pytanie: czy gdyby kwota była większa – np. kilka tysięcy czy kilkadziesiąt tysięcy złotych – ktoś mógłby się skusić, nawet będąc policjantem?
Badania z zakresu psychologii i ekonomii behawioralnej pokazują, że wysokość potencjalnej korzyści rzeczywiście wpływa na skłonność do ryzyka i łamania norm, ale równie ważne są:
pewność wykrycia,
wysokość kary,
normy etyczne i kultura organizacyjna,
osobiste wartości funkcjonariusza.
W nowoczesnych służbach, gdzie kontrole są nagrywane, a procedury są restrykcyjne, ryzyko złapania jest tak duże, że nawet duże kwoty przestają „opłacać się”.
100 zł? To nawet nie obiad…
Cała historia ma też wymiar dość ironiczny. 100 złotych – czyli po 50 zł na policjanta – to dziś mniej więcej:
przeciętny obiad w restauracji,
dwie kawy i ciasto w kawiarni,
albo kilka litrów paliwa.
Krótko mówiąc: raczej nie kwota, dla której ktoś ryzykowałby karierę, wolność i przyszłość.
Wniosek? Łapówka to zawsze zły pomysł
Sprawa 43-latka z Radomia to kolejny przykład, że próba „dogadania się” z policją kończy się znacznie gorzej niż zwykły mandat. Korupcja jest przestępstwem – i nawet „symboliczna” kwota może mieć bardzo realne konsekwencje.
A za 100 zł? Lepiej zapłacić mandat, naprawić światła i spokojnie pojechać dalej.





