Moja energia idzie w pedały

O sportowym zacięciu, kolarskich parytetach, szczytującej formie i paśmie ostatnich sukcesów rozmawiamy z wicemistrzynią Europy w kolarstwie torowym, Katarzyną Pawłowską.

Kasiu, mam wrażenie, że jesteś w życiowej formie. Potwierdzają to Twoje ostatnie dokonania.
- Zgadzam się, nigdy wcześniej nie byłam tak mocna. Dotychczas odnosiłam sukcesy, ale nie taką skalę i nie na arenie międzynarodowej. Ten sezon był dla mnie wyjątkowy i przyniósł mi kilka bardzo ważnych osiągnięć.

Które z nich są dla Ciebie ważne?
- Szczególnie te z ostatniego półrocza. Ostatnie dwa drugie miejsca w Pucharach Świata i wicemistrzostwo Europy oraz klika medali na mistrzostwach młodzieżowych dodały mi skrzydeł.

Wolisz ścigać się w plenerze, pod dachem, a może w przełaju?
- Nie ma dla mnie różnicy (śmiech). W sezonie letnim wybieram plener, a zimą tor – głównie ze względu na pogodę. Również w kolarstwie trzeba zdecydować się w końcu na jakąś specjalizację. Trudno byłoby mi pogodzić starty na torze z bieganiem z rowerem na plecach.

Nie masz poczucia, że uprawiasz dyscyplinę mało popularną, trochę zaszufladkowaną dla mężczyzn, o której w medialnych serwisach głośno tylko przy okazji znaczących sukcesów. Nie żałujesz, że nie zostałaś na przykład koszykarką lub siatkarką?
- Nigdy tak nie stawiałam sprawy. Od zawsze pociągało mnie kolarstwo. Na początku – jako dziecko - traktowałam sport jak zabawę, później, gdy zajmowałam się nim profesjonalnie, pojawiły się osiągnięcia i utwierdziło mnie to tylko w przekonaniu, że mój wybór był trafny. Jeśli kocha się to, co się robi - nie ma się takich odczuć. Przykładem na sukces połączony z pasją jest chociażby Maja Włoszczowska. Myślę, że ona w dużej mierze wypromowała kolarstwo żeńskie.

W Przygodzicach jesteś przejazdem. Nie tęsknisz za wiejskim klimatem i domem?
- Oczywiście, że tęsknię. Staram się jednak nie rozczulać. Poza domem skupiam się wyłącznie na treningach, zawodach i osiąganiu satysfakcjonujących mnie wyników.

Liczysz kilometry? Ciekaw jestem, „jaki masz przebieg” i ile rowerów zajechałaś w swojej karierze?
- Trenując muszę liczyć kilometry. Nie prowadzę jednak statystyk miesięcznych czy rocznych. Nie zajechałam (śmiech), a wymieniłam dotąd kilka rowerów. Rowery wymienia się co jakiś czas, bo albo się zużywają, albo psują lub pojawiają się nowinki techniczne. Wymienia się w nich też często osprzęt. Współczesny sprzęt daje mi poczucie, że podczas wyścigu moja energia idzie w pedał i nie jest marnowana.

Jak wygląda Twój zwykły dzień? Ile czasu poświęcasz na doskonalenie sportowych umiejętności?
- Moje życie kręci się wokół treningu. Czas poukładany co do godziny, mam głównie na zgrupowaniach. Studiuję na pierwszym roku Wyższej Szkoły Gospodarki w Bydgoszczy i jest mi czasami ciężko pogodzić sport z nauką. Mam jednak oparcie w rodzinie i mojej sympatii, Bartku. Z nimi spędzam wolny czas. Czasami uciążliwe jest również to, że muszę stosować odpowiednią dietę.

Kiedy zdecydowałaś, że sport będzie Twoją profesją i sposobem na życie?
- Zaskoczę Cię, ale całkiem niedawno. Mam wspaniałą sportową rodzinę, wszyscy lubimy ruch. Sport jest naszą pasją, uprawiali go moi rodzice, siostra i brat.
Po któryś z kolei zawodach szkolnych, gdy stanęłam na podium, wypatrzył mnie mój pierwszy trener. Po namowach jego i moich rodziców usiadłam na wyczynowym rowerze. W dużym skrócie tak to się zaczęło.

Komu chciałabyś podziękować za dotychczasowe wsparcie w osiągnięciu już tak znaczącego, jak na Twój młody wiek sportowego dorobku?
- Przede wszystkim najbliższym. Rodzicom dziękuję za cierpliwość, bo pewno ciężko im znieść to, że przez większość czasu nie ma mnie w domu. Dziękuję też mojemu pierwszemu trenerowi Bogdanowi Janiakowi z MULKS Szperek Antonin, który wpoił we mnie podstawy kolarstwa. Jestem wdzięczna obecnemu trenerowi z UKS Jedynki Limaru Kurnik, Robertowi Taciakowi, który mnie wypromował i pod jego okiem zdobyłam pierwsze mistrzostwo Polski, trenerowi kadrowemu, Grzegorzowi Ratajczykowi i całemu sztabowi reprezentacji. Dziękuję też mojemu Bartkowi, który mnie wspiera -  potrafi również naprawić rower (śmiech).

Sport wyczynowy, to niestety dzisiaj oprócz morderczej pracy duże pieniądze. Jak radzisz sobie finansowo. Skąd czerpiesz środki na rozwój?
- Kokosów nie ma, aczkolwiek nie mogę narzekać. Mam stypendium ufundowane przez gminę Kórnik. Może nie są to jakieś ogromne pieniądze, ale wystarcza. Im więcej sukcesów, tym więcej nagród – również finansowych. Nie mogę narzekać na chwilę obecną.

Twoje sportowe ambicje, plany i marzenia na przyszłość?
- Każdy sportowiec marzy o udziale w olimpiadzie. Ja również. Liczę na kolejne medale i miejsca na pudle. Oby tylko nie pokrzyżowała ich żadna kontuzja.

Rozmawiał: Tomasz Wojtasik

Katarzyna Pawłowska była we wtorek (24. stycznia) gościem wójta gminy Przygodzice Krzysztofa Rasiaka, który pogratulował jej niedawnych osiągnięć.
Swoją przygodę z kolarstwem rozpoczęła przed dziesięcioma laty w Międzyszkolnym Ludowym Uczniowskim Klubie Sportowym Szperek w Antoninie (gmina Przygodzice).
Ostatnio zanotowała trzy zwycięskie starty w Pucharze Świata w Kolumbii oraz w Chinach. Ze stolicy Państwa Środka przywiozła drugie miejsce w wyścigu punktowym. Jest jedną z liderek klasyfikacji generalnej wyścigu punktowego.
Krótko po spotkaniu z wójtem, reprezentantka Polski poleciała na trzydniowe zawody do Berlina, a już od 15 do 17 lutego czekają ją starty w kolejnym Pucharze Świata, w Londynie. O utalentowanej Kasi z Przygodzic, głośno również na www.gminaprzygodzice.info.

Źródło: Tekst: Tomasz Wojtasik

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. OSTROW24.tv nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Publikując tekst zgadzasz się z zasadami komentarzy.

Miniatura użytkownika f.
Tak trzymać Katarzyno !

Dodaj opinię

maksymalnie 1000 znaków